Fundusze unijne zmieniły polski sektor rolno-spożywczy - Bukaciarnia

Używamy plików cookies, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Kontynuując, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.


Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
fundusze-unijne-zmienily-polski-sektor-rolno-spozywczy
Dyskusja zaczęła się od ogólnej oceny kondycji polskiego sektora spożywczego. Stanisław Duch, dyrektor SM Mlekovita, stwierdził, że w polskim mleczarstwie sytuacja była dobra do wprowadzenia rosyjskiego embarga. Do lipca branża mleczarska rozwijała się. - W tej chwili sytuacja jest bardzo skomplikowana, gdyż embargo dotyczy nie tylko Polski, ale całej Unii. W obecnej sytuacji branży mleczarskiej, gdy z jednej strony mamy embargo, a z drugiej nie ma możliwości zwiększenia konsumpcji wewnętrznej, wsparcie powinny otrzymać firmy eksportowe - mówił Stanisław Duch. Zwrócił uwagę, że Europa produkuje więcej mleka, niż sama konsumuje. Także w Unii jest różna skala konsumpcji. Gdy na zachodzie Europy średnia spożycia na mieszkańca oscyluje około 300 kilogramów, to w Polsce około 192 kilogramów. - Z tego powodu eksport jest konieczny. Dlatego wsparcie czy to z Unii, czy też ze środków krajowych powinno być kierowane do tych przedsiębiorstw, które wytwarzają produkty, które można wyeksportować jak mleko w proszku czy sery - mówił dyrektor Duch.

Z kolei w opinii Romualda Bargieła, prezesa OSM Piaski, branża mleczarska, mimo wstrzymania importu przez Federację Rosyjską, bardzo dzielnie się trzyma, nie ma problemów z płaceniem za mleka. - Mimo embarga rosyjskiego, przedsiębiorstwa na bieżąco działają, płaca za mleko, produkują i sprzedają. Trzeba jednak mówić otwarcie, że ceny cały czas mocno spadają. Zarówno mleczarnie muszą sprzedawać taniej, jak i rolnicy mniej otrzymują za dostarczony surowiec. Można pomóc branży uruchamiając zapasy, czy dopłaty eksportowe - mówił prezes Bargieł. Zauważył także, że do zniesienia kwot zostało kilka miesięcy. To również będzie miało duży wpływ na sytuację rynkową.

Z sytuacją na rynku mleka, a ściślej z pogłowiem krów, jest mocno powiązany rynek wołowiny, gdyż 95 proc. bydła w Polsce to krowy mleczne, stąd silne powiązanie obu tych branż. - Sytuacja na rynku wołowiny nie jest dobra. Konsumpcja wołowiny w Polsce jest jedna z najmniejszych w Europie. Kraje starej unii jedzą około 20 kg wołowiny, gdy u nas około 10 dkg. Z wielkim zainteresowaniem czekamy na zniesienie kwotowania - powiedział Jerzy Wierzbicki - Prezes Zarządu, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego. Z danych jakie przedstawił wynika, że w 2014 r. spożycie wołowiny ogółem w Unii wzrośnie o 1,2 proc. do 7 mln 655 tys. ton.

- Aż 60 proc. produkowanej w Polsce wołowiny jest kierowane na eksport. Branża bardzo silnie odczuła wszystkie zmiany np. embargo rosyjskie. Dodatkowym ciosem jest zakaz w Polsce uboju rytualnego, co zamknęło dla nas rynek krajów arabskich, co wykorzystują firmy z Niemiec czy Francji. Tymczasem polska wołowina jest bardzo dobra jakościowo. Kolejnym problemem dla branży jest brak integracji. Praktycznie nie ma dostaw bezpośrednich do zakładów - mówił prezes Wierzbicki.

Fundusze unijne i inwestycje

Sytuację na rynku skomentował Dariusz Nieć, dyrektor departamentu rozwoju obszarów wiejskich w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Mówił, że minister rolnictwa zabiega o poprawę sytuacji polskich rolników. - Stąd wynika wiele działań wspierających rynek przetwórczy. Znaczne środki są przeznaczone na grupy producentów, co ma głównie na celu zmniejszenie zależności zarówno producentów rolnych, jak i przetwórców od pośredników, o czym mówił prezes Wierzbicki - mówił dyrektor Nieć. Inne prowadzone działania mają zadania pobudzać innowacyjność w zakresie organizacyjnym, technologicznym czy produktowym.

Zdaniem przedstawiciela Mlekovity, przede wszystkim trzeba inwestować i wspierać inwestycje, które mają bezpośredni wpływ na eksport. - Mogę powiedzieć na przykładzie naszej firmy, że dzięki eksportowi wiele mleka wyjechało z Polski. Z drugiej strony obserwując rynek, mogę powiedzieć, że wiele inwestycji, tzw. innowacyjnych było nietrafionych. Nie inwestujmy w galanterię, gdyż ona trafia przede wszystkim na rynek krajowy i w tej dziedzinie polskie mleczarstwo jest już na bardzo wysokim poziomie. Zamiast tego powinniśmy inwestować w produkty, które można sprzedać za granicą, czyli mleko w proszku i sery - uważa Stanisław Duch. W jego opinii, uwolnienie kwot oraz obecna sytuacja z embargiem, potwierdza słuszność takiego założenia. Zdaniem Mlekovity jest takie, że ograniczenie pomocy do małych i średnich przedsiębiorstw jest błędem.

To tej wypowiedzi ustosunkował się Jarosław Wojtowicz, zastępca prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. - Faktycznie obecnie pomoc jest ukierunkowana na małe i średnie przedsiębiorstwa. Duże przedsiębiorstwa, które radzą sobie nieźle, uznano, że nie potrzebują wsparcia. W pewnym momencie trzeba było zdecydować czy wszystkie firmy mają takie same szanse na uzyskanie wsparcia, czy też środki zostaną zawężone o pewnej grupy. Uznano, że gdyby duże przedsiębiorstwa mogły korzystać z pomocy i funduszy unijnych, to podziałałyby jak czarna dziura - czyli zaabsorbowałyby większość tych pieniędzy, wówczas dla tych mniejszych, tych, którzy dopiero się rozwijają, zwyczajnie by tych pieniędzy nie starczyło - wyjaśniał Jarosław Wojtowicz.
- Ja reprezentuję przedsiębiorstwo średniej wielkości. Nam udało się bardzo dużo skorzystać ze środków unijnych. Dzięki nim zrealizowaliśmy wiele inwestycji. Korzystaliśmy także z preferencyjnych kredytów. Inwestycje oraz rozwój, jakiego dokonała nasza spółdzielnia, pozwoliły nam nawiązać współpracę z sieciami handlowymi - powiedział Romuald Bargieł.

W swojej wypowiedzi odniósł się także do sytuacji na rynku wieprzowiny. - Nie rozumiem jak to się mogło stać, że Polska, która była wcześniej potęgą w produkcji wieprzowiny, teraz jest jej importerem. Pogłowie świń mamy na historycznie niskim poziomie. Jak to się dzieje, że opłaca się sprowadzać mięso z Danii czy Niemiec, a nie opłaca się produkować wieprzowinę w Polsce - pytał prezes OSM Piaski. Jarosław Wojtowicz zapewnił, że jest przewidziane wsparcie na hodowlę tuczników, na prosięta. - Jest przewidziane wsparcie dla producentów trzody chlewnej. Wierzę, że wkrótce sytuacja ulegnie poprawie - mówił przedstawiciel ARiMR. Równocześnie nawiązał do ogólnej sytuacji na rynku żywności.

- Rośnie liczba ludności na świecie, ale nie wzrasta potencjał rolniczy. To musi przełożyć się na wzrost cen żywności w dłuższej perspektywie - mówił Wojtowicz. W jego opinii, zniesienie kwot mlecznych będzie miało miejsce w dobrym czasie. Gdyby nastąpiło wcześniej, ceny mleka byłyby wysokie. Teraz ceny spadły, to będzie łagodne przejście do gospodarki wolnorynkowej. Odniósł się także do postulowanej interwencji na rynku. - Pomoc i interwencja na rynku rolnym była i jest bardzo potrzebna, ale komisarz Ciolos nie chciał jej uruchomić, z powodów czysto politycznych. Odchodzi wkrótce ze stanowiska i wolał, aby taką decyzje podjął jego następca - powiedział Jarosław Wojtowcz.

Nowa WPR

Paneliści sporo uwagi poświęcili nowej perspektywie Wspólnej Polityki Rolnej. Prezes Zarządu, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego zwrócił uwagę na nowe możliwości i działania ukierunkowane na promocję żywności. Promocja produktów rolnych jest w pewnej mierze postrzegana jako średnioterminowa odpowiedz na rosyjskiego embargo. - Komisja Europejska potwierdziła zamiar dostarczyć dodatkowe 30 mln euro z funduszy UE dla programów promocyjnych WPR rozpoczynających się w 2015 roku. Ta zmiana może oznaczać dodatkowe 60 mln euro na działania promocyjne - mówił Jerzy Wierzbicki. Podkreślał, że programy promocyjne są jednym z instrumentów WPR, które mogą być wykorzystane w celu rozwiązania trudności rynkowych wielu sektorów związanych z wstrzymaniem importu żywności przez Rosję. Warto nadmienić, że ponieważ działania promocyjne są współfinansowane przez organizacje branżowe, a czasem także środki krajowe, to łącznie oznacza, że na promocję żywności w ramach całej Wspólnoty będzie można zrealizować działania promocyjne o wartości co najmniej 120 mln euro.

Grupy producenckie

Wiele emocji wzbudziła kwestia grup producenckich. Prezes Bargieł podkreślał, że rynek mleczarski jest bardzo dobrze zorganizowany, charakteryzuje się częstymi i regularnymi kontaktami pomiędzy przetwórcą a producentem. - W mleczarskie grupy producenckie mają bardzo destrukcyjny wpływ na rynek. Zbiera się kilku rolników i nie oferując nic więcej, żadnej wartości dodajnej, oczekują wyższej ceny za mleko, tylko z tej racji, że są grupą producencką. Spółdzielnia to nic więcej jak właśnie grupa producencka, która ma własne środki przetwórcze - mówił szef OSM Piaski.

Zaznaczył równocześnie, że z drugiej strony, inaczej sprawa wygląda na rynkach mniej zorganizowanych jak np. sadownictwo, gdzie było wiele działań anty spółdzielczych i ta forma własności praktycznie zanikła. - Tam, owszem, grupy producenckie są potrzebne i mają swoją rolę do zrobienia - dodał. Donośnie grup producenckich w mleczarstwie, opinię przedmówcy podziela przedstawiciel Mlekovity. - W zakładzie, którym kierują, mam mało grup producenckich.

Jedynym celem powoływania grup producenckich jest zdobycie dodatkowych pieniędzy na rozwój oraz osiągnięcie wyższych cen za mleko od spółdzielni. Jeśli spółdzielnia nie chce lub nie może sprostać takim żądaniom, wówczas grupy odchodzą do innego pomiotu skupującego. Nie widzę sensu ich powoływania - mówił Stanisław Duch. Grup producenckich bronił dyrektor Nieć. - Grupy są potrzebne, gdyż od lat działają na całym świecie. Istnieje strategia i mechanizmy, które mają eliminować nieprawidłowości - mówił dyrektor MRiRW. - Ideą powołania grup producenckich było pobudzenie zrzeszania się producentów oraz eliminowania pośredników w łańcuchu żywnościowym. Największa grupa producencka na świecie działa w Kanadzie i obraca zbożem - dodał Jarosław Wojtowicz.

Rozmawiano także o rozwoju eksportu. Zdobycie nowych rynków to obecnie największe wyzwanie dla polskiej branży spożywczej. - Inne rynki są możliwe do zdobycia, ale jest to trudna praca - zaznaczył dyrektor Duch.  

 

Źródło: Wschodni Kongres Gospodarczy.pl

Zaloguj się aby dodać komentarz