Wojna o krowy w Indiach. Zaostrzający się spór ideologiczny o symbol kraju zbiera krwawe żniwo - Bukaciarnia

Używamy plików cookies, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Kontynuując, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.


Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
wojna-o-krowy-w-indiach-zaostrzajacy-sie-spor-ideologiczny-o-symbol-kraju-zbiera-krwawe-zniwo
Symbol Indii jest wykorzystywany przez prawicę do dzielenia społeczeństwa Nie zmienia to faktu, że kraj ten jest największym na świecie eksporterem wołowiny

Krowy to ważna część indyjskiej duchowości i gospodarki. Po dojściu do władzy nacjonalistów stały się centrum ideologicznego sporu i narzędziem walki politycznej. W efekcie doszło do serii zabójstw i linczów osób oskarżanych o zabijanie krów. 

Tłum otoczył dom w Bisarze w stanie Uttar Pradeś, kiedy od dawna było już ciemno. Mieszkańcy - jedyna muzułmańska rodzina we wsi - zjedli kolację i przygotowywali się do snu, kiedy grupa mężczyzn wbiegła do środka krzycząc, że muzułmanie zabili i zjedli krowę. W lodówce znaleźli mięso. Mimo zapewnień kobiet, że to baranina, zaatakowali najstarszego członka rodziny, Mohammada Akhlaqa. Rozbili mu głowę maszyną do szycia i półprzytomnego wywlekli z budynku. W ruch poszły pięści, kije, cegły i noże. Po godzinie wezwani przez sąsiadów policjanci mogli już tylko stwierdzić, że Mohammad Akhlaq nie żyje, a jego syn jest ciężko ranny. Później śledczy ustalili, że do rozprawy z muzułmanami wzywano w pobliskiej świątyni hinduistycznej. 

Lincz w Uttar Pradeś wydarzył się we wrześniu i rozpoczął czarną serię. Niedługo później kierowca ciężarówki oskarżony o przemyt bydła został zabity przez tłum w stanie Himaćal Pradeś, inny spalony żywcem na drodze w Kaszmirze. W stanie Dźarkhand powieszono na drzewie dwóch handlarzy bydłem - 35-letniego mężczyznę i nastolatka. Wśród aresztowanych w związku ze sprawą był członek jednej z organizacji broniących krów. Podobnych przypadków, nie zawsze śmiertelnych, było znacznie więcej. Poseł jednego ze stanowych parlamentów został pobity przez członków rządzącej partii za zorganizowanie przyjęcia, na którym serwowano dania z wołowiny. Kiedy szef rządu stanu Karnataka powiedział, że nikt go nie może powstrzymać przed jedzeniem krowiego mięsa, tamtejszy prawicowy działacz zagroził, że obetnie mu głowę. 

Wokół krów robi się nad Gangesem coraz goręcej. Symbol Indii jest wykorzystywany do międzypartyjnych rozgrywek i dzielenia społeczeństwa na swoich i obcych. Wszystko przy wsparciu polityków rządzącej Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) i ku uciesze liderów faszyzujących organizacji. 

Premier broni krów 

Odkąd niespełna dwa lata temu władzę w Delhi przejął nacjonalistyczny rząd Narendry Modiego, klimat wokół krów bardzo się zmienił. W wielu częściach kraju zaostrzono ograniczenia ich uboju. W Radżastanie powstał departament zajmujący się wyłącznie ochroną tych świętych zwierząt. Władze zaleciły, żeby jeden ze szpitali w Dźajpurze przetestował krowi mocz jako środek dezynfekujący, a urzędnicy zachęcają do wytwarzania z niego jak największej liczby produktów tak, żeby właściciele mogli na nich zarabiać. W międzyczasie powstały dziesiątki grup samozwańczych obrońców krów oraz ich ogólnokrajowe zrzeszenie, która domaga się od parlamentu ustanowienia kary śmierci dla zabójców bydła i oficjalnej uchwały, że krowa jest "matką narodu". 

Grunt pod te wydarzenia przygotowywano od dawna. Jeszcze podczas wieców wyborczych przyszły premier oskarżał oponentów o nadmierne promowanie eksportu wołowiny. BJP zdobywała serca ludzi sloganami w rodzaju: "Oddaj głos na Modiego, daj życie krowie". Dziś szef rządu milczy na ten temat, w odróżnieniu od członków swojej partii. Minister rolnictwa określił niedawno ubój bydła jako śmiertelny grzech. Manohar Lal Khattar, premier stanu Harijana i protegowany Modiego, powiedział, że indyjscymuzułmanie będą musieli przestać jeść wołowinę, a minister kultury Makesh Sharma stwierdził, że lincz w Bisarze był dziełem przypadku. Jako dowód dobrych intencji tłumu wskazywał fakt, że zaatakowany dom prawie nie ucierpiał, a córka zamordowanego nie została zgwałcona. 

"Wiele szkodliwych osób z BJP i ruchu narodowego czuje się ośmielonych aż do granic bewzstydu. Nikt w partii [rządzącej] nie chce okazać nietolerancji dla braku tolerancji" - skomentował w felietonie dla dziennika "Indian Express" Pratap Bhanu Mehta, szef delhijskiego think tanku Centre for Policy Research. Shashi Tharoor, indyjski dyplomata i były podsekretarz generalny ONZ, napisał, że rząd notuje gorsze od spodziewanych wyniki gospodarcze, a religijni szowiniści zdominowali jego politykę. Tajemnicą poliszynela jest, że Narendra Modi wygrał wybory dzięki poparciu skrajnie prawicowych organizacji. Jednym z ich warunków była pomoc przyszłego rządu w propagowaniu gau rakśa - ochrony krów. Dziś radykałowie wykorzystują tradycję i skomplikowane relacje międzyreligijne do szerzenia swojej ideologii. 


Źródło: WP.pl

Zaloguj się aby dodać komentarz