Grupa producentów rolnych? Nie ma co się bać! - Bukaciarnia

Używamy plików cookies, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Kontynuując, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.


Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
gpr.png
 - Jesteście pierwszą grupą mleczną w powiecie siedleckim, która uzyskała wpis 12 września 2008 roku u marszałka województwa mazowieckiego jako grupa producentów rolnych. Co Was skłoniło do wspólnych działań?

- Na rok przed powstaniem naszej grupy dramatycznie spadła cena mleka. Ten scenariusz mógł się powtórzyć i na bazie tych doświadczeń próbowałem zebrać ludzi, żeby się zjednoczyć. W tym czasie, w naszej gminie przez pracownika ODR było prowadzone szkolenie na temat zasad tworzenia i funkcjonowania grup. Dowiedzieliśmy się wtedy, że grupa producencka może liczyć na znaczne wsparcie finansowe. Ale to, że przyjechałem na szkolenie było tylko zalążkiem pomysłu. Potem pytałem, sondowałem rynek i okazało się, że wszyscy zainteresowani byli właśnie na tym szkoleniu, a to dało mi do myślenia, że jest realna szansa założenia takiej grupy. To było wiosną 2008 roku. Szkolenia odbyły się, gdy były jeszcze bardzo dobre ceny mleka, ale wszyscy spodziewali się, że wkrótce zaczną spadać i dlatego udało nam się wtedy dogadać. Powstanie grupy jest jednak zasługą wszystkich członków - założycieli, którzy dużo ryzykowali finansowo wiedząc, że tylko działając wspólnie można obronić się przed spadkiem cen.

 

- Jesteście już po pierwszym dofinansowaniu. Jak teraz wygląda współpraca z ośrodkiem doradztwa? Możecie liczyć na fachową pomoc w swoim działaniu?

- Tak, pomoc ODR jest bardzo ważna. To jeden z powodów, dla których ludzie przystąpili do  grupy. Każdy liczył na gotowe pieniądze. Właśnie pracownik ODR uświadomił nas o sile rolnika w grupie, o możliwości wspólnego przetrwania, pewnego inwestowania w swoje gospodarstwa i pewnego patrzenia w przyszłość. My bardzo wiele zawdzięczamy pani Bożenie Głuchowskiej. Zauważyliśmy, że jest to osoba, która jest kompetentna, ma dużą wiedzę i okazała się nam bardzo pomocna.

 

- Byliście pionierami, bo założyliście pierwszą grupę producentów mleka w powiecie siedleckim. Czy wszyscy od początku wierzyli, że powstanie ona bez większych problemów?

- Nie, mieliśmy wątpliwości i napotkaliśmy opór spółdzielni mleczarskich. Prawo spółdzielcze było wtedy nie przygotowane do podjęcia współpracy z grupą producentów i musiały zmienić się przepisy. Dlatego nie mogliśmy dogadać się z niektórymi mleczarniami i ostatecznie rozpoczęliśmy współpracę z łosickim Lactopolem. Biurokracja jest dla rolników bardzo ciężka do pokonania, ale możemy zawsze liczyć na fachową pomoc pracowników ODR.

 

- Co sprawiało największą trudność?

- Procedury w sądzie. Ludzie w sądzie są bardzo sceptyczni co do sensu założenia grupy. Znają się na tym co robią, ale rolnicy są przez nich zbywani. Trzeba było dokładnie przestrzegać wszystkich terminów, bo przy najmniejszych błędach nasze dokumenty były odrzucane. Musieliśmy być wspierani również przez prawnika, nie da się inaczej.

 

- Wspomniał Pan o niechęci do współpracy spółdzielni mleczarskich z grupami producenckimi. W czym się ona przejawiała?

- Różne zakłady podchodziły do tego bardzo różnie – często skrajnie pesymistycznie. Określano nas nawet jako "odszczepieńców” i „wyłudzaczy” oraz tych, co próbują „zniszczyć polską spółdzielczość”. A byli i tacy, którzy podchodzili do współpracy z nami podejrzliwie.

 

- Czyli początki jak po grudzie. Trudno jest budować coś nowego nie mając pewności, że na pewno się uda.

- Niepewność jest zawsze i nigdy się nie kończy. Jechałem na negocjacje z mleczarniami nie wiedząc z czym wrócę. Zakłady patrzą nie tylko na to kto produkuje więcej mleka, ale i na to jakie jest to mleko, kto do nich przyjeżdża na rozmowę i jak się zachowuje. Wcześniej weryfikują dane personalne ewentualnego kontrahenta, sprawdzają kim jest oraz czego można się po nim spodziewać. Niespodziewanie kontrolowane były też nasze obory oraz krowy, ale osoby kontrolujące zaskoczone były ich dobrym stanem. Przeprowadzano też na nasz temat szybkie wywiady w okolicy. Ważna jest wtedy szczerość i autentyczność.

 

- Dlaczego wybraliście akurat tę mleczarnię a nie inną, co was przekonało?

- Zaufanie tego zakładu zdobyliśmy naszą otwartością. Kupiono nasz towar w ciemno,ale dostaliśmy od razu najlepszą cenę. Dodam, że był to bardzo dobry towar. Nikt z naszej grupy nie oddał już nigdy mleka do innego zakładu. W tamtym czasie łosicki Lactopol pozyskiwał nowych producentów, ale wszystkich dokładnie sprawdzano. Naszym atutem jest to, że wszyscy mieszkamy w promieniu kilku kilometrów. Jest to najkrótsza „ trasa”. Wiąże się z tym oszczędność paliwa (a są to znaczące koszty), skrócony czas pracy kierowcy, skrócenie eksploatacji samochodu i ułatwienie w rozliczaniu sprzedawanego mleka, gdyż sami rozliczamy się z ARR, sami wypisujemy faktury, sami kontrolujemy mikrobiologię mleka i prościej jest rozmawiać z jednym niż z dwudziestoma dostawcami. Oczywiście my od razu podnieśliśmy jakość, dopracowaliśmy ją i po trzech miesiącach zapewniono mnie, że ze współpracy z nami już zakład nie zrezygnuje.

 

- To znaczy, że mleko ze Spółdzielni „Zagroda Podlaska” od razu posiadało markę wysokiej jakości ?

- Trzeba mieć wysoką jakość od początku, ale problemy i tak są nieuniknione. Każdy wie jakie ma krowy w stadzie i musi dostosować się do wymogów, bo inaczej podpadnie całej grupie. Może dlatego, gdy nasi członkowie zaczęli wspólnie sprzedawać mleko, jego ilość spadła o 25 proc., ale potem wszystko wróciło do normy. Podoba mi się to, że badanie naszego mleka robi się nie w zakładowym laboratorium, ale w obcym - niezależnym, znajdującym się poza zakładem w Łosiach. To jest dobre. Każdy zakład ma prawo sprawdzenia co jest w kupowanym towarze lecz rolnik nie powinien mieć żadnych podejrzeń, że wyniki badań mogą być zaniżane.

Aby produkować mleko wysokiej jakości, zarząd podjął decyzję, że wszystkie stada członków grupy będą podlegać hodowlanej ocenie. Jest to wymóg decydujący o tym, aby nadal być w grupie. Koszty tej oceny pokrywa grupa, ale dzięki niej wiemy jakie mamy stado, gdzie są braki i jak ukierunkować dalszą pracę, aby podnosić wydajność każdej krowy. Nad wydajnością musimy zresztą jeszcze popracować, ale to są dopiero początki naszego wspólnego działania i nie można wszystkiego osiągnąć od razu.

clip_image001
Na fotografii Mirosław Jurzyk
fot. Andrzej Dmowski


- Czy te trudne początki nie wywołały w grupie konfliktów?

- Nie. Członkowie grupy są zadowoleni. Dziś jesteśmy jednak spokojniejsi, i to o wiele.  W każdej grupie muszą być jasne zasady działania i konsekwencja. A każdy członek musi wiedzieć co się dzieje.

 

- Ale Wasza działalność nie ogranicza się wyłącznie do sprzedaży mleka?

- Nie, kupujemy wspólnie nawozy, przymierzamy się też do wspólnego kupna pasz. Na zakupie większej partii można zaoszczędzić 8 – 10 proc., to sporo. Indywidualnie nikt by tyle nie zyskał a działając wspólnie zyskują wszyscy. Każdy ma z tego zyski: swoje mleko sprzedaje po wyższej cenie, a środki produkcji kupuje z rabatem. Na ile grupę stać , tyle każdy może dostać, zależy to od wielkości produkcji. Ale i powoli zaczynamy wspólnie inwestować. Kupiliśmy już aparat do bielenia obór i poskrom weterynaryjny. Pomagamy też sobie nawzajem na własną rękę,  wykorzystujemy razem te same maszyny.

 

- Jakie macie plany na przyszłość?

- Chcielibyśmy mieć nową siedzibę spółdzielni i zatrudnić pracownika do biura - i to na razie by wystarczyło.

 

- Co po kilku latach doświadczeń powiedziałby pan innym rolnikom?

- Grup nie ma co się bać. Trzeba tylko swój obowiązek spełniać uczciwie, a wtedy wszystko jest proste. Myślę, że w grupowym działaniu jest szansa dla naszych rolników: im wcześniej się przełamiemy, tym więcej zyskamy. To jest tak jak ze środkami unijnymi – ci, którzy odważyli się wcześniej to sięgnęli już po nie kilkakrotnie, a niektórzy wciąż jeszcze się przymierzają. Oby nie było tak z grupami. Teraz można je zakładać i uzyskać wsparcie większe lub mniejsze, to zależy od typu produkcji. Jeżeli jednak tego nie zrobimy, to później możemy się przebudzić i stwierdzić, że sami nic nie znaczymy a grupę i tak trzeba stworzyć, ale już bez wsparcia.

 

 

Źródło: Mazowiecki Ośrodek Doradztwa Rolniczego

 

 

Zaloguj się aby dodać komentarz