Rolnicy rezygnują z produkcji mleka - Bukaciarnia

Używamy plików cookies, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Kontynuując, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.


Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
rolnicy-rezygnuja-z-produkcji-mleka
- Ostatni kryzys na rynku mleka i tendencje europejskie, a nawet światowe, nie wróżą niczego dobrego dla tych mniejszych producentów. Ci więksi zainwestowali spore środki w obory, materiał hodowlany, hale udojowe i siłą rzeczy muszą to ciągnąć, aby zwróciły się koszty. Wtedy koszt jednostkowy produkcji mleka przy takiej skali jest niższy niż u rolnika, który ma 10 krów. To wszystko powoduje, że rolnicy zaczynają rozważać zmianę profilu produkcji, choć takiej masowej tendencji jeszcze nie obserwujemy - mówi Kornel Pabiszczak z działu ekonomiki i marketingu Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Poznaniu.

Do swoich obór rolnicy zaczynają wstawiać bydło opasowe. Zwolennicy tego profilu produkcji wskazują, że jest ona znacznie mniej kosztowa. Przede wszystkim nie wymaga tyle pracy i czasu. Nie trzeba spełniać restrykcyjnych wymogów sanitarnych, jak w przypadku bydła mlecznego. - Ceny wołowiny też podlegają okresowym wahaniom. Ustabilizowały się na pewnym poziome, co prawda nie jest on zachwycający, ale w miarę zadowalający - ocenia ekspert z WIR-u.

KE zaznaczyła jednocześnie, że nadesłane propozycje nie mogą zwiększać kwoty budżetu przeznaczonej na ten cel. Na podstawie przesłanych propozycji zaproponowała podczas marcowego posiedzenia Rady Ministrów Rolnictwa kilka możliwych rozwiązań.

– Ważnym elementem jest fakt uznania przez KE i państwa członkowskie, że na rynku mleka mamy dziś poważny kryzys, którym trzeba się zająć się jak najszybciej, a więc przychyliła się do głosu polskiego Ministra Rolnictwa Krzysztofa Jurgiela – mówi Agnieszka Maliszewska, Dyrektor Biura Polskiej Izby Mleka.

Czy hodowla bydła opasowego jest opłacalna?

Z tego, co ja badałam, to jest opłacalna i cały czas rozwija się. Z tym, że zaczyna się proces taki, jak w przypadku trzody chlewnej, tzn. import młodych cieląt. To z jednej strony jest bardzo pożądane z tego powodu, że poprawia genetykę tych cieląt. Natomiast może ten rynek trochę zaburzyć. To wszystko zależy, od tego w jakim tempie będzie się rozwijało i jak będzie to wyglądało - mówi dr Danuta Zawadzka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w Warszawie. Zdaniem ekspertki najlepiej kupować cielęta z krajów dawnej Unii Europejskiej.

Rolnicy rezygnujący z produkcji mleka twierdzą, że po sprzedaży krów wystarczy pieniędzy na zakup cieląt. Nie ma problemów z ich nabyciem, ale trzeba bardzo uważać, bo na rynku jest sporo chorych sztuk. - Pojechałem obejrzeć zwierzęta do jednego handlarza. Na 20 sztuk, które miał, może dwa wybrałbym. Były w nienajlepszej kondycji. Za pięciotygodniowe cielę żądał tysiąc złotych. Zrezygnowałem z zakupu - opowiada rolnik z gminy Kotlin. Ostatecznie zwierzęta kupił w innej firmie. Nabył je pod koniec listopada. Za pięciotygodniowe cielę płacił 1.300 zł. Przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą twierdzą, że nie ma większego zainteresowania wspomnianymi zwierzętami. Wskazują, że jest to branża, w której występuje zjawisko sezonowości. Największy pobyt jest w momencie otrzymania dopłat przez rolników.

Ceny cielaków kształtują się bardzo różne, bo sztuka sztuce nie jest równa. Tak naprawdę liczy się budowa cielaka, a nie jego umaszczenie. Rolnicy trochę słabo potrafią rozróżniać budowę cieląt i często kupują słaby materiał, bo uważają, że jeśli jest cielak biało-czarny, to on musi być cielakiem typu HF, a to jest nieprawda, bo są mieszanki i te cielaki potrafią być lepsze niż te kolorowe - uważa Bartosz Bator.

Podkreśla, że handluje tylko polskimi cielętami. - Ubojnie coraz bardziej sceptycznie pochodzą do zwierząt sprowadzanych i wiele z nich nie chce kupować do uboju byków z importu. Nasz polski cielak jest bardzo dobrze oceniany na rynkach europejskich. Cielęta z zagranicy albo nie wyrastają lub mają problemy zdrowotne - mówi przedsiębiorca z powiatu konińskiego. Wskazuje, że jest zakaz importu cieląt z Rumuni, skąd została przywieziona choroba niebeskich języków. W ocenie Bartosza Batora cielęta sprowadzane z zagranicy mają problemy zdrowotne.

Przywożone są w potężnych partiach samochodami piętrowymi. Ciężarówki są wynajmowane, jedzie obcy kierowca, który nie będzie się interesował, aby zamknąć z odpowiedniej strony wywietrzniki, aby na te zwierzęta nie padało. Te zwierzęta docierają mokre, przewiane - uważa właściciel firmy Bator.

Jednocześnie przestrzega przed zakupem zwierząt z Włoch. - Teraz przyszła taka moda na cielaki włoskie rasy simentaler, ale one nie wyrastająTo jest takie nabijanie rolników. Jak Włosi mogą nam sprzedawać dobrego simentala taniej, jak oni kupują z Polski drożej biało-czarnego cielaka? - mówi Bator.

Problemu ze zbytem cieląt nie ma też Paweł Nowicki z Piły (gm. Chocz). Blisko 7 lat temu jego ojciec z tradycyjnego gospodarstwa rolnego przestawił się na hodowlę krów mamek. Aktualnie ma ich 20, ale planuje powiększyć stado. Nie kupuje zwierząt od pośredników. Rozwija się w oparciu o własną hodowlę. - To są czystorasowe mięsne sztuki, a nie jakieś krzyżówki z krowami mlecznymi - mówi młody rolnik. Wszystkie cielęta z jego obory trafiają do jednego hodowcy bydła opasowego z powiatu pleszewskiego. Sprzedaje przeważnie ośmiomiesięczne sztuki. Cena wynosi od 9 do 10 zł za 1 kilogram.

Paweł Nowicki przyznaje, że w przypadku hodowli krów mamek jest znacznie mniej pracy niż krów mlecznych, a na dodatek uzyskuje się większy dochód.

 


Zaloguj się aby dodać komentarz